Zagranica

Chiński smok wciąż się bogaci

W 40 lat z małej wioski rybackiej, liczącej 30 tysięcy mieszkańców Shenzhen wyrosło na jedno z najbardziej nowoczesnych chińskich miast. Stało się metropolią liczącą ponad 10 milionów mieszkańców o powierzchni 2050 km², z PKB w 2018 roku równym 361 miliardów dolarów. 

Shenzhen było oczkiem w głowie Deng Xiaopinga. To właśnie tam w 1980 roku utworzono pierwszą w Chinach specjalną strefę ekonomiczną – oazę  kapitalizmu w komunistycznym państwie. Zaczęło się nad wyraz szybko rozwijać, stając się przeciwwagą dla sąsiadującego HongKongu, który do 1997 roku pozostawał w brytyjskich rękach. Ludzie przestali uciekać do brytyjskiego miasta, a każdy pragnął przenieść się do Shenzhen.

Miasto i cała delta rzeki perłowej to miejsce produkcji 90 proc. smartfonów na świecie. To tu niemal ścianę w ścianę tworzone są m.in.: Iphony, Huaweie i Samsungi. Linia produkcyjna jednego smartfonu w fabryce Huawei zajmuje 12 godzin, ale kolejny nowy aparat powstaje co 28 sekund. Shenzhen stanowi również światowe centrum produkcji dronów, aparatów fotograficznych, czy baterii.

 

Centrum produkcji technologii

Blisko centrum miasta mieści się ogromne centrum o nazwie Huaqiangbei, które zajmuje się sprzedażą części elektronicznych. Tam można kupić urządzenia wifi, czujniki, drony, słuchawki, płyty montażowe lub po 100 000  egzemplarzy każdego z tych produktów. Gdy sprawdzam dostępność najnowszego laptopa, którego poszukuję, otrzymuję odpowiedź, że są wszystkie do niego części, z którym mogłabym go sobie złożyć… Miasto jest pełne inkubatorów i konsultantów, którzy specjalizują się w produkcji sprzętu. Takie nagromadzenie wiedzy i umiejętności dotyczących produkcji elektroniki jest jednym z powodów, dla których „The Economist” uznał Shenzhen za najlepsze miejsce na świecie dla rozwoju innowacyjnych technologii.

Najwyższym budynkiem w mieście jest Międzynarodowe Centrum Finansowe Pingan o całkowitej wysokości 660 metrów i 115 kondygnacji. To czwarty pod względem wysokości budynek na świecie, a drugi w Chinach. Miasto nie jest jednak betonową dżunglą, a uwodzi ogromną ilością zieleni. Gdy chodzi się ulicami Shenzhen, zaskakuje przede wszystkim czystość. Na ulicach praktycznie nie ma śmieci. Metro jest zamykane po godzinie dwunastej, a następnie stacje są dokładnie myte tak, aby zapewnić komfort podróżnym następnego dnia. Z uwagi na duże zatłoczenie w godzinach porannych jeden wagon jest specjalnie dedykowany kobietom, w szczególności tym w ciąży, aby ułatwić im podróż. Nad wszystkimi większymi ulicami są kładki lub podziemne przejścia dla pieszych, by uniknąć korkowania ulic z uwagi na pieszych. Mimo czterech a nawet pięciopasmowych ulic i tak miasto codziennie walczy z wielogodzinnymi korkami; podobnie jak ze smogiem, choć wszystkie autobusy miejskie są już elektryczne.

 

Technologiczny Disneyland

Właśnie w Shenzhen swoją siedzibę ma wiele międzynarodowych firm: Huawei, Tencent, BYD, Konka, Skyworth, ZTE, Gionee, TP-Link, DJI, BGI (Beijing Genomics Institute), czy OnePlus. Firmy posiadają tam kampusy, które stanowią niejako formę miast w mieście: umieszczone na zamkniętym strzeżonym terenie, z własnymi autobusami dla pracowników, restauracjami, odgrodzonymi posiadłościami. To wszystko przypomina trochę kalifornijski model funkcjonowania gigantów z Krzemowej Doliny – jedynie trudniej dostępny dla zwiedzających.

Jednak to na widok nowego kampusu Huawei wychodzą oczy z orbit i człowiek zastanawia się, czy nie ma omamów. Założyciel firmy Ren Zhengfei jest podobno wielkim miłośnikiem architektury europejskiej. Z uwagi na wiek Ren boi się, że nie będzie mu dane więcej zobaczyć Europy, zatem…. przeniósł ją sobie do miasteczka Dongguan pod Shenzhen. Wybudowano zupełnie od podstaw nowy kampus „Ox horn”, na którym budynki są stylizowane na stare miasta Europy: z klasycznymi pałacami w stylu wiedeńskim, czy renesansowymi budynkami wyjętymi z Padwy lub Bolonii. Prezes Huaweia nie ograniczał swoich marzeń, Ox Horn jest podzielony na 12 miasteczek – każdy imitując inne europejskie miasto. Razem zajmują powierzchnię 142 tysięcy km². Stanowią one przestrzeń pracy dla 25 tysięcy pracowników. Należy dodać, że kampus wciąż jest rozbudowywany.

Gdy pytam naszej przewodniczki, czy Chińczycy ścigają się ze Stanami Zjednoczonymi, odpowiada, że tak. Każdy z nich dokładnie wie, jakie jest PKB Chin i ile wynosi dochód na jednego mieszkańca. W mieście panuje atmosfera lekkiego napięcia i rywalizacji. Powstają kolejne firmy, sklepy, osiedla, a duże koncerny ogłaszają ambitne plany na nadchodzące miesiące. Ich pragnienie rozwoju i sukcesu jest niemal wyczuwalne w powietrzu. – Słuchaj – mówi przewodniczka. – My w Chinach byliśmy jeszcze kilkanaście lat temu strasznie biedni. Już nigdy nie chcemy, aby to się powtórzyło. Teraz walczymy o lepsze życie. I patrz, co udało nam się zbudować w ciągu zaledwie 40 lat – dodaje.

 

Udostępnij przez: