Zagranica

Prof. Mirosław Matyja: Gilets jaunes – pierwsza rocznica

Mija rok od powstania ruchu gilets jaunes i nadal wszystko wskazuje na to, że we Francji demokracja przedstawicielska przeżyła się. Dzięki ugrupowaniu gilets jaunes zapanowało przekonanie, że bez narzędzi demokracji bezpośredniej, nie ma możliwosci poskromienia dominacji elit politycznych. Idea oddolnego rządzenia panstwem dorastała we Francji latami, a przejawiało się to w coraz mniejszym udziale w wyborach i w szerzącej się niewierze w reformy typu „dobra zmiana”.

Skad sie wziely gilets jaunes?

W kampanii wyborczej prezydent Macron zapowiadał, że będzie przeprowadzał reformy i ludzie mu uwierzyli i wybrali go. Wyjątkowe środki, czyli rządzenie dekretami i arogancką politykę parlamentarnej większości Emmanuel Macron wykorzystał do rozbijania społecznego niezadowolenia, m.in. przy okazji reformy prawa pracy. Macron nie pozwalał na tworzenie nowych miejsc pracy i zaczął rządzic dekretami. I to byl jego wielki błąd.

Na reformach mieli zyskać zwykli Francuzi – dokładnie ci, którzy dziś wychodzą na ulice w żółtych kamizelkach, a więc klasa średnia, drobni przedsiębiorcy, studenci i zwykli pracownicy.

Ponieważ efekty reform Macrona uderzyły po kieszeniach w szczególności własnie klasę srednią, sytuacja prezydenta i rządu francuskiego stała się bardzo skomplikowana.

Kolejnym blędem Macrona była likwidacja podatku solidarnosciowego od fortun, płaconego przez klasę bogatych Francuzow. W ten sposób chciał przyciągać bogatych rezydentów do Francji, ktorych ten podatek wyraźnie odstraszał.

Podatek solidarnościowy został zastąpiony podatkiem od nieruchomości, a to z kolei przełożyło się na podwyżkę czynszów. Proces ten uruchomił z kolei odplyw mieszkanców duzych miast na prowincje. Czyli mieszkańcy miast, starając się utrzymać standart życia na podobnym poziomie co przed kryzysem, zaczęli przeprowadzać się na peryferie. A tam dopadły ich podwyżki cen paliw i energii, nieprzemyślanych reform podatkowych i tak dalej. I taki mial początek ruch żółtych kamizelek – mouvement gilets jaunes.

Tak więc, dzisiejsze protesty nie są tylko efektem podwyżek cen benzyny i ropy, ale reakcja na wieloletnie zaniedbania i powolne, wieloaspektowe przerzucanie kosztów kryzysu z barków bogatych i wielkiego przemysłu na drobnych przedsiębiorców i pracowników.

Gilets jaunes stają do walki o niskie ceny benzyny, ale w rzeczywistości walczą o egzystencje i godne życie dla siebie na starość i o przyszłość dla swoich dzieci.

Ten ruch to również konfrontacja między peryferyjną Francją a Francją wielkich miast.

Ciekawe jest to, ze media usiłują przedstawić odblaskowe żółte kamizelki to jako ruch prawicowy, to lewicowy – w zależności od mediów, które opisują te protesty. W rzeczywistości jest to niezalezny i niesformalizowany ruch aktywistow, ktorzy protestują przeciwko wielu zjawiskom: korupcji, wysokim wydatkom, imigrantom, podatkom, podwyżkom paliw itp. i chca wspołdecydować o swoim losie.

Démocratie directe

Nie da sie ukryć, że szwajcarski model demokracji bezpośredniej inspiruje Francuzów. W ramach protestów wysuwane są żądania, również przez partie polityczne, wprowadzenia inicjatyw obywatelskich i oczywiscie związanego z nimi referendum. Macron, jak łatwo się domyślec, nastawiony jest sceptycznie do tego pomysłu.

Czy Francja potrzebuje wiecej demokracji? Czy potrzebuje demokracji oddolnej?

Te pytania stawiane są teraz w calej Francji i coraz cześciej „właściciele żołtych kamizelek” spoglądają z zaciekawieniem i zazdrośnie w kierunku Szwajcarii.

Idea oddolnego kierowania panstwem przybrała nawet wymiar konkretnie sformułowanego żądania, mianowicie wprowadzenia do francuskiego systemu decyzyjnego «Référendum d’initiative citoyenne» (RIC), a wiec referendum na podstawie inicjatywy obywatelskiej. Nie trzeba tu dodawać, że to model szwajcarski. Dla przedstawicieli gilets jaunes jest jasne: w Paryżu przecietni obywatele postrzegani są jako kłopotliwy balast, a nie jako suweren. Nadzieje zwiazane z instrumentami demokracji oddolnej sa tu oczywiste. Chodzi o zmianę układu sil we francuskim procesie polityczno-decyzyjnym i odebranie władzy oligarchom.

Ciekawe jest to, że tego typu debata nie jest wcale nowa we Francji. Wertykalny model scentralizowanego panstwa francuskiego nia miał nigdy wiele wspólnego z demokracją oddolną.

Dlatego prawa obywatelskie wywalczane były w krwawych rewolucjach. Już Komuna Paryska w 1871 r. eksperymentowała z instrumentami bezposrednio-demokratycznymi.

W V Republice Francuskiej zasadniczo tylko prezydent upoważniony jest do wylansowania referendum, co jest oczywistym zaprzeczeniem demokracji. Sarkozy co prawda zrobił w 2008 r. krok w kierunku Narodu i zezwolił na powszechne głosowania, ale tylko z inicjatywy parlamentu. Należy dodac, że parlament francuski w ostatnich 11 latach nie skorzystał z tego prawa ani razu.

W dzisiejszej Francji żądania wprowadzenia instumentow demokracji bezposredniej na wzór szwajcarski stawiają nie tylko przedstawiciele gilets jaunes, lecz również partie polityczne.

Lewica chce zapisu konstytucyjnego dotyczacego inicjatywy obywatelskiej – na ządanie 700’000 obywateli uprawnionych do głosowania.

Premier Edouard Philippe, aby uspokoic protestujący lud, wyszedł nawet naprzeciw tym żądaniom, ale od razu się asekurował, twierdząc, że powszechne głosowania powinny być obwarowanego „pewnymi” ograniczeniami.

Paradoksem francuskiego systemu politycznego jest to, że nikt inny jak sam prezydent decyduje w ostatniej instancji o udzieleniu elektoratowi prawa inicjujacego referendum. Czy Macron podetnie sobie dobrowolnie gałąz, na której – niewygodnie – ale siedzi?

Obecnie jakiekolwiek referendum przerodzi sie w plebiscyt dotyczący całoksztaltu polityki gospodarczej Francji i takie głosowanie oznaczałoby wyprowadzkę Macrona z pałacu elizejskiego.

Udostępnij przez:

Miroslaw Matyja

Polski ekonomista, politolog i historyk. Profesor na Polskim Uniwersytecie na Obczyźnie w Londynie, na Selinus University w Bolonii oraz na Indian Management School w Mumbaju.