Gospodarka

Giełdowy “czarny poniedziałek” – początek “zimnej wojny”?

W dniach 5-6 marca 2020 r. w Wiedniu odbyło się ministerialne spotkanie producentów ropy z Organizacji Krajów Eksportujących Ropę (OPEC) i sojuszników spoza tej grupy, mające podjąć decyzję w sprawie obniżenia produkcji ropy (o 1,5 miliona baryłek dziennie) w odpowiedzi na słabnący globalny popyt na paliwa z powodu epidemii koronawirusa. W zasadzie nikt wówczas nie spodziewał się veta Rosji (opowiedziała się ona za przedłużeniem dotychczasowej umowy do czerwca bez wprowadzenia dodatkowego ograniczenia wydobycia ropy naftowej). Eksperci byli zaszokowani niepowodzeniem rozmów. Norweski analityk z “Rystad Energy” – Bjoernar Tonhaugen powiedział o nieoczekiwanym rozwoju sytuacji, dodając, że „to spowoduje jeden z najpoważniejszych kryzysów cen ropy naftowej w historii”.

W efekcie uczestnicy spotkania nie zawarli porozumienia odnośnie nowej umowy – zmiany parametrów lub przedłużenia ważności, co oznacza, iż od 1 kwietnia żaden z członków poprzedniego porozumienia nie będzie zobowiązany do ograniczenia produkcji. W śród uczestników spotkania w Wiedniu zabrakło wymaganej jednomyślności. Negocjacje trwały sześć godzin. Ale Rosja i Arabia Saudyjska nie mogły dojść do porozumienia. „To było jedno z najgorszych spotkań w historii OPEC, na jakim kiedykolwiek byłem ”- powiedział irański minister ds. ropy Bijan Sanganeh, ale też nie wykluczył, że do porozumienia może dojść jeszcze przed kwietniem.

Zważywszy, że z powodu epidemii koronawirusa ceny ropa naftowa i tak staniały od początku roku o jedną czwartą (co szczególnie dotknęło to kraje OPEC) i bez konfliktu w łonie OPEC spada popyta na ropę (odwołane loty, przewozy oceaniczne, etc.). Rosja jednak podjęła grę i stwierdziła, że może żyć przy obecnym poziomie cen.

Zerwanie sojuszu pomiędzy OPEC i innymi państwami naftowymi może mieć również sięgające poza rynek naftowy konsekwencje geopolityczne. W tej sytuacji rysują się pytania na temat światowych finansów, globalnego systemu energetycznego, konsumpcji, rynku pracy, ochrony zdrowia, a także nowego spojrzenia na konflikty w Syrii i Jemenie.

Rosja idzie na wojnę

Rzecznik największego rosyjskiego wydobywcy ropy “Rosnieft’u” – Michaił Leontiew komentując to co wydarzyło się w Wiedniu powiedział dla agencji RIA Nowosti: „Z punktu widzenia interesów Rosji umowa ta jest po prostu bezsensowna. My, ustępując własne rynki, usuwamy z nich tanią arabską i rosyjską ropę, aby zrobić miejsce dla drogiego amerykańskiej ropy z łupków. I zapewnić wydajność jej produkcji.” Dziś Rosjanie uspokają, że zawał cenowy na rynku nie odbije się na finansach Rosji, która wciąż połowę dochodów budżetu ma z eksportu ropy i gazu. Rosyjski budżet ma wytrzymać spadek cen, bo został wyliczony na bazie średniorocznej ceny – 40-45 dol/baryłka.

Pewną zapowiedzią tego co się wydarzyło mogło być to co powiedział tydzień przed spotkaniem w Wiedniu wiceprezes ds. planowania strategicznego rosyjskiej firmy “Lukoil” – Leonid Fiedun podczas konferencji „Główne trendy rozwojowe globalnego rynku ciekłych węglowodorów do 2035 roku”, gdzie powiedział: „Ropa nie będzie już taka droga jak 10 lat temu i widzimy to po wydarzeniach w Zatoce Perskiej, niemal zaczyna się wojna, a ropa się nie rusza, ponieważ na całym świecie istnieje nadwyżka podaży. Dzisiaj OPEC po raz kolejny ograniczy produkcję ropy, co oznacza po prostu, że rynek ten jest przepełniony. I tania ropa jest trudną alternatywą klimatyczną. A przynajmniej do 2040 roku będziemy żyć w epoce taniej ropy”.

Dotychczasowe porozumienie OPEC i szeregu krajów spoza organizacji (OPEC+) w sprawie ograniczenia wydobycia ropy naftowej obowiązuje od początku 2017 roku. Było wielokrotnie przedłużane, a jego warunki ulegały zmianie. Do końca 2019 roku umowa przewidywała spadek produkcji o 1,2 miliona baryłek dziennie z poziomu z października 2018 roku, a w bieżącym kwartale kraje OPEC zmniejszyły produkcję ropy o 1,7 miliona baryłek.Bezkompromisowa postawa Rosji podczas nadzwyczajnego spotkania OPEC+ w minionym tygodniu w Wiedniu była przyczyną zakończenia współpracy 24 państw. Przez trzy ostatnie lata zgodnie ograniczały one wydobycie ropy, czym stabilizowały rynek i ceny.

Gra na spadek cen ropy

W obliczu veta Rosji, główny promotor obniżenia wydobycia – Arabia Saudyjska podjęła decyzję o podjęciu gry mającej na celu wypchnięcie z rynku producentów o najwyższych kosztach wydobycia. Już 8 marca 2020 zdecydowała o znacznym obniżeniu cen, po jakich sprzedawać będzie surowiec w kwietniu. Zamierzają także zwiększyć produkcję z obecnych 9,7 mln baryłek dziennie, do ponad 10 mln b/d (ich możliwość produkcyjne sięgają 12,5 mln b/d). “Coś takiego może mieć dużo poważniejsze reperkusje globalne niż wojna handlowa pomiędzy USA a Chinami, ponieważ ropa naftowa dotyczy tak wielu rzeczy w światowej gospodarce” – mówi Rohitesh Dhawan, dyrektor ds. energii, klimatu i zasobów w Eurasia Group. Analitycy Goldman Sachs prognozują, że ceny ropy, które rozpoczęły rok na poziomie ok. 66 USD/b, mogą szybko spaść do 20 USD za baryłkę.

W rezultacie takich decyzji już 9 marca 2020 r. ceny ropy spadły o 1/3 . Kierowcy już wkróce powinni się cieszyć z tańszej benzyny, bo ceny ropy na światowych giełdach są najniższe od lata 2017 roku. Do tak istotnego spadku cen poza decyzjami krajów OPEC doszło w wyniku widocznego co raz bardziej globalnego spowolnienia ekonomicznego, wywołanego przez koronawirusa. Prezydent USA Donald Trump w tym samym dniu optymistycznie skomentował na Twitterze rekordowy spadek światowych cen ropy i związany z tym gwałtowny spadek indeksów giełdowych: “Arabia Saudyjska i Rosja spierają się o cenę i ilość ropy. To, podobnie jak fejkowe wiadomości, powoduje spadek rynku! Dobrze dla konsumentów, ceny benzyny spadają!”

Elementem potęgującym wydarzenia w Wiedniu jest rozszerzająca się epidemia koronowirusa (do paniki na rynkach przyczyniła się też ówczesna decyzja o wprowadzeniu kwarantanny na północy Włoch), w wyniku której odnotowujemy spadek gospodarczy jaki objął Chiny i inne obszary – w sumie o liczbie ludności, potencjale itp. porównywalnym z wielkością USA i UE razem wziętych. Chodzi głównie o spadek w obszarze transportu, gdzie spadł popyt na paliwo lotnicze, bo wiele połączeń lotniczych z Chinami jest zawieszonych, jest też mniej przewozów morskich, bo jest mniej towarów a w ślad za tym mniej przewozów samochodowych. To wszystko pot,eguje spadek popytu na ropę, której wydobycie ma być zwiększone. Szacując, iż zmniejszony popyt na ropę może potrwać jeszcze kilka miesięcy, to w skali roku możemy mieć do czynienia z obniżeniem przyrostu globalnego popytu nawet o jedną trzecią.

“Czarny poniedziałek” na giełdach

Rynek zareagował błyskawicznie na koniec porozumienia o ograniczeniu wydobycia OPEC+. Ceny surowca już 9 marca na starcie spadły blisko o 1/3 (ropa gatunku WTI z USA do 27USD, a norweska gatunku Brent która kosztowała jeszcze w piątek blisko 60USD spadła do 31USD). Inwestorzy wyprzedawali akcje rosyjskich koncernów naftowych. Konsekwencje rosyjskiego uporu w sprawie OPEC+ odczuły w poniedziałek rosyjskie koncerny notowane na londyńskiej giełdzie (LSE), bo dziś moskiewska giełda jest zamknięta ze względu na święto. Inwestorzy od rana wyprzedają akcje rosyjskich firm. Rosneft stracił na wartości 23 proc., Łukoil ponad 24 proc., Novatek ponad 25 proc., Gazprom niego 20,5 proc. a Gazprom 18 proc. Taniały też o 10-18 proc. największe rosyjskie banki i koncerny surowcowe. Także największy producent ropy na świecie – saudyjski Saud Aramco stracił na wartości 10 proc.Papiery BP oraz Royal Dutch Shell straciły po około 20 proc.

Amerykański indeks Dow Jones Industrial zaczął sesję 9 marca od spadku o 1800 pkt, czyli o 7 proc. O 7 proc. spadał wówczas również S&P 500, a to spowodowało automatyczne uruchomienie „wyłącznika”, przerywającego sesję na 15 minut. Brazylijski indeks Bovespa zniżkował na początku sesji o 10 proc. Włoski FTSE MIB spadał zaś w ciągu dnia o prawie 12 proc. Polski WIG20, niemiecki DAX, francuski CAC40 i brytyjski FTSE 100 traciły po południu po ponad 8 proc. Wcześniej fala wyprzedaży dotknęła Azji. Japoński indeks Nikkei 225 stracił ponad 5 proc. i pod względem technicznym wszedł w bessę (od grudniowego szczytu spadł o ponad 20 proc.). Hang Seng, główny indeks giełdy w Hongkongu, stracił ponad 4 proc., a tajski SET prawie 8 proc.

Natychmiast odbiło się to na kursach walut głównych producentów ropy. Rubel stracił 9% na wartości w stosunku do dolara i euro, i jest najtańszy od marca-lutego 2016 r. (9 marca za 1 dolara płacono 75 rubli – najwięcej od 4 lat) . Bank Rosji pojął decyzję o wstrzymaniu się z zakupami walut na rynku wewnętrznym przez 30 dni. Norwegia, będąca głównym europejskim konkurent Rosji na rynku ropy w Europie –  choć nie brała udziału w OPEC+, to efekt braku porozumienia w Wiedniu uderzył mocno w ich interesy. Korona jest obecnie najsłabsza (w stosunku do dolara) od 20 lat.  Dla odmiany japoński jen (tradycyjnie uznawany przez inwestorów za „bezpieczną przystań”), stał się najmocniejszy wobec dolara od 2016 r. Podobniei kurs franka szwajcarskiego sięgnął nawet 4,11 zł, czyli najwyższego poziomu od końcówki 2016 r. Cena złota przebiła 1700 dol., czyli doszła do najwyższego poziomu od 2013 r. Natomiast kryptowaluty odnotowały spadki: Bitcoin o 16 proc., dochodząc po południu do 7,6 tys. dol.

Skutki “czarnego poniedziałku” dla Polski

Wielu analityków wieszczy dziś, iż sytuacja na rynku naftowym raczej szybko się nie ustabilizuje, gdyż Rosja i Arabia Saudyjska rozpętały wojnę cenową. Rosyjskie władze, nie godząc się na propozycję skoordynowanych cięć produkcji (o 1,5 mln baryłek dziennie) i najprawdopodobniej próbują uderzyć w amerykańskie spółki wydobywające ropę ze złóż łupkowych. Chociaż żyjąca z wydobycia kanadyjska Serinus Energy (z siedzibą na Jersey) uspokaja słowami prezesa spółki, że niskie ceny ropy i gazu na światowych rynkach nie są dla grupy problemem, gdyż zawarto kontrakty handlowe pozwalające na sprzedaż w tym roku wydobywanej ropy i gazu po stałych stawkach.

Ma to jednak negatywne skutki dla części giełdowych spółek w Polsce. Przede wszystkim dla tych które zajmują się jej wydobyciem. To oznacza problemy zwłaszcza dla PGNiG, który z pozyskiwania ropy i gazu z własnych złóż osiąga zdecydowaną większość zysków. Stosunkowo duże wydobycie i zyski na tej działalności wykazywała dotychczas Grupa Lotos (a i węgierski MOL Group).

Mało ropy wydobywa za to PKN Orlen. Co więcej w krótkim terminie niski kurs ropy oznacza wzrost marż rafineryjnych i petrochemicznych, gdyż koncern (podobnie jak inne rafinerie) może kupować surowiec znacznie taniej niż wcześniej, co mocno obniża jego koszty. Tymczasem sprzedaż produktów finalnych zazwyczaj tanieje znacznie wolniej. W długim terminie niski kurs ropy i produktów finalnych nie jest jednak dobry dla rafinerii, gdyż ze sprzedaży tej samej ilości produktów (przy podobnej marży procentowej) maleje wartość przychodów i zysków.

Panika ogarnęła więc również inwestorów handlujących w Warszawie. Na celowniku sprzedających znalazły się wszystkie spółki wschodzące w skład indeksu WIG20. Wśród najmocniej przecenionych były akcje banków. Niektóre z nich zakończyły dzień nawet kilkunastoprocentową przeceną. Chętnie pozbywano się też papierów KGHM, JSW i CCC, co przełożyło się na ok. 10–12-proc. spadku kursów. Pod kreską znalazły się też walory PKN Orlen, choć przez długi czas opierały się przecenie.

Jakie perspektywy?

Eksperci Fitch są zdania, że na rozpadzie OPEC+ wygrają właśnie amerykańscy producenci ropy z łupków. Dyrektor grupy surowcowej Fitch Dmitrij Marczenko mówi, że: „Przy tak niskich cenach producenci z USA zaczną zmniejszać wydobycie, ale dopiero pod koniec roku. Nie uda się dobić ropę łupkową. Niskie ceny ją umocnią, tak jak to było w latach 2015-2016. A kiedy ceny zaczną rosnąć, poziom produkcji także wzrośnie”. Inni analitycy oczekują, że w ciągu półrocza cena będzie wahać się między 25-50 dol. A obecny gwałtowny spadek nie jest objawem paniki.

Zadaniem niektórych ekspertów o przyszłości zadecydują dwa czynniki:

  1. Jak zachowa się rynek ropy łupkowej w USA – jeżeli producenci zaczną zamykać firmy, to cena ropy pójdzie w górę.
  2. Działania spekulantów na rynku ropy – to skomplikowany mechanizm, trudny do przewidzenia ale istniejący i obecny.

Trzeba jednak wziąć pod uwagę, iż jeśli niski kurs ropy naftowej utrzyma się dłużej, to powinny mocno spaść ceny paliw, asfaltów, tworzyw sztucznych i wielu petrochemikaliów stanowiących półprodukt dla innych wyrobów. W efekcie może na tym skorzystać wiele branż dla których produkty ropopochodne stanowią istotny koszt prowadzonego biznesu. Chodzi m.in. o branże: transportową, chemiczną i materiałów budowlanych. Z drugiej strony wiele tego typu firm zwraca uwagę, że dla ich działalności dużo większe znaczenie niż poziom cen ropy i produktów ropopochodnych ma ich zmienność. Jeśli jest duża oznacza wiele problemów związanych chociażby z koniecznością kalkulowania, wyznaczania i rozliczania prowadzonych zakupów, sprzedaży i produkcji. Wreszcie nie można zapominać, że zmiany cen dotyczą wszystkich uczestników rynku. Tym samym jeśli na spadku kursu ropy korzysta jakaś spółka, to przy niezmienionym popycie na rynku i silnej walce konkurencyjnej jej profity szybko maleją.

Widać dziś, że inwestorzy mogą przechodzić od etapu paniki do tzw. kapitulacji. Myślenie o zakupach na rynkach to obecnie może być rzecz dla odważnych. Wielu analityków uważa, iż 9 marca 2020 będzie zapamiętany jako “czarny poniedziałek”.  Obrazowo opisał to analityk Markets.com. – Neil Wilson:: “Jeśli myśleliście, że to nie mogło pójść gorzej niż wcześniej, to pomyślcie raz jeszcze. Krew dosłownie leje się na ulicach i mamy rzeź na rynkach. Jest ryzyko strat na rynku naftowym, które musi zostać pokryte wyprzedawaniem czego innego.”

Podczas gdy Chiny wykazują oznaki stopniowego ożywienia, w centrum uwagi znalazły się Stany Zjednoczone – największa gospodarka świata. W czarnych scenariuszach przypomina się o niewydolnym systemie opieki zdrowotnej w USA i tzw. “niezdrowej kulturze pracy”. Podnoszą się głosy, że Ameryka może być na skraju istotnej epidemii. (vide opinia szef działu strategii rynków towarowych Saxo Banku – Ole Hansen).

oprac. Arkadiusz Urban

Udostępnij przez: