Zagranica

Czemu wciąż nie wiemy, kto zostanie prezydentem USA?

Dlaczego wybory w Stanach Zjednoczonych wywołują tak wiele kontrowersji? Czy Joe Biden na pewno zostanie prezydentem? Jak w komisjach wyborczych liczy się głosy? Na te pytania odpowiedział prof. Grzegorz Górski, specjalista od prawa amerykańskiego.

– Chciałbym przypomnieć, że w 2000 roku przez 36 dni prezydentem elektem był Al Gore. W Stanach Zjednoczonych obowiązuje regulacja „Presidencial Transition Act”, który powoduje, że prognozowany prezydent może uruchomić Transition Team i korzysta wtedy ze środków federalnych. To pozwala mu także zbudować ekipę, która przez okres trzech miesięcy już przygotowuje się do przejęcia władzy. Gore wydatkował te środki, bo wydawało się, że to on będzie prezydentem. Później ta sprawa została przesądzona jednak na korzyść Georga Busha Juniora – tłumaczył prof. Grzegorz Górski, specjalista od prawa amerykańskiego w wywiadzie dla JutroPolski. – Na dzień dzisiejszy Joe Biden nawet nie korzysta ze środków federalnych. Transition team nie został uruchomiony. To są wskaźniki, które pozwalają nam zrozumieć istotę obecnej sytuacji, która nie jest oczywista – dodał.

Na pytanie, jak to możliwe, że wciąg nie policzono wszystkich głosów, Górski wyjaśnił, że w Stanach Zjednoczonych nie ma czegoś takiego jak system ewidencji ludności, który byłoby odpowiednikiem naszego numeru PESEL. – Amerykańskie numery ubezpieczeniowe nie pełnią takiej funkcji. Nie posiadają oni również systemu określającego precyzyjnie, jaki jest domicyl kogoś, kto jest obywatelem USA. Przed wyborami ludzie powinny zarejestrować się w danej komisji, ale rejestr nie przesądza, czy można oddać głos w dniu wyborów. Nawet jeśli ktoś nie jest w rejestrze, a zjawi się w komisji wyborczej, to w zdecydowanej większości Stanów nie można mu odmówić prawa do głosowania – tłumaczył. Wyjaśnił w rozmowie, że system w USA jest zbudowany na zaufaniu, a nie bazuje na przymusie państwowym, czy ewidencji ludności tylko na zaufaniu do obywatela, o którym zakłada się, że nie będzie nadużywał swoich praw. Jeśli ktoś zostanie złapany na łamaniu praw, to ponosi daleko idące konsekwencje prawne. Jeżeli jednak te zjawiska mają charakter masowy, to nie ma takiej siły państwa, ani administracji stanowej, która mogłaby wyciągnąć konsekwencje w stosunku do tak dużej ilości osób. – Nie ma również w USA centralnej komisji wyborczej, która zlicza głosy w skali całego kraju, tylko każdy stan robi to na własną rękę, także kierując się odrębnymi regulacjami wyborczymi – dodał ekspert.

Do obejrzenia pełnej rozmowy zapraszamy na nasz kanał YouTube:

Udostępnij przez: