Zagranica

Postępy w budowie nowych Stanów Zjednoczonych

M. Zuckerberg wydał 300 mln. dolarów w ciągu kilku poprzedzających wybory USA miesięcy – spytacie na co? Otóż wspierał on “przystosowanie lokalnych komisji wyborczych” do pracy w warunkach głosowania korespondencyjnego, a także finansował “wolontariuszy”, którzy “szkolili lokalne społeczności, jak głosować w tych wyborach”. Tyle dał Zuckerberg – no to tyle samo musieli dać i Bezos i Dorsey i Musk, no oczywiście o Sorosu nie wspominając. I to właściwie byłoby tyle, w temacie “demokracji w USA”. I w temacie, że “demokracja w USA się obroni” – to nie ulega wątpliwości.
 
Dr Richard L. Levine był zdolnym chłopcem, który urodził się w majętnej żydowskiej rodzinie w Massachusetts. Ukończył medycynę, został pediatrą, ożenił się, miał dwójkę dzieci. Ale był niespełniony….. W 2011 roku zrozumiał (mimo że nie uczyli go tego w szkole rabinackiej – tak jest w Wikipedii jakby co), iż jest kobietą. Stał się Panią dr Rachel Levine. I nagle okazało się, że jest bardzo wybitnym/ną lekarzem/rką. Został/a nawet najważniejszym lekarzem/rką w Pennsylwani. A teraz, został/a pierwszą osobą transgender w składzie administracji federalnej. W ten sposób J. Biden dał wyraz swojej “katolickiej” formacji intelektualnej. Pomijając to co wyżej, naszła mnie jednak pewna refleksja. Oglądając zdjęcia Richarda/Rachel Levine uderzyło mnie coś ciekawego. Oto bowiem, radykalne feministki głoszą od lat, że to faceci zmuszają kobiety do noszenia staników, chodzenia w sukniach lub spódniczkach, czy nosić długie włosy. To taki – podobno – męski szowinizm. A tu proszę: Pan Richard kiedy stał się Panią Rachel, od razu zapuścił długie włosy, wskoczył w sukienki i epatuje – no może nie tyle wydatnym biustem – ale z pewnością jakimś solidnym gorsetem. To chyba nie tylko dlatego amerykańskie feministki wcale nie są szczęśliwe, z takich nabytków jak Pani Rachel.
 
 
Nie tylko Tusk jest – jak się okazuje – cudotwórcą. Joe Biden – ledwie objął urząd, a tu Antifa już w opozycji. Właśnie trwają walki uliczne w Portland i w Seatle – stolicach Antify pod hasłem “Fuck Biden”. Nie dziwi to specjalnie z dwóch powodów:
1. Jak to głosi niezawodny T. Carlson, obserwujemy dość dziwne zjawisko – Demokraci fetują “zgorzkniałe zwycięstwo”. Czyli to już nawet nie jest to, “że niesmak pozostał”. Po prostu radość ze “zwycięstwa” wbija w ziemię.
2. Podczas wczorajszego kazania (bo Biden to już po prostu kaznodzieja) zarysował ciekawą perspektywę. Odwołał się do tego, że 108 lat temu kobiety maszerowały w walce o równe prawa po Pennsylwania Av. No i w końcu – naprawdę gość to powiedział – doczekały się Kamali.
No to co się dziwić kolektywowi kierowniczemu Antify. Oni nie mają czasu aby czekać choćby rok czy dwa. To i ruszyli do walki.
Bo – powtórzę to co mawiał największy klasyk – wraz z postępami postępu, walka klasowa narasta. Oj będzie się działo w Waszyngtonie i nie tylko…
 
 
Jak wiadomo w amerykańskich uczelniach studia na ogół sporo kosztują. Duża część studentów (pewno minimum jedna trzecia) pokrywa te koszty dzięki uprawianiu różnych sportów. Jest tak, bowiem sportowa rywalizacja uczelni, to w USA olbrzymie przedsięwzięcie (NCAA) i sprawa bardzo prestiżowa. I oto w ostatnich miesiącach nasilił się proces występowania w rywalizacji dziewcząt/kobiet facetów, którzy oświadczają że są kobietami androgynicznymi (czyli z grubsza są facetami, ale “czują” że są kobietami). No i koszą biedne dziewczyny (które czują że są dziewczynami) z dostępu do stypendiów. No bo w wielu dyscyplinach, nawet facet fajtłapa, jest jednak lepszy od dziewczyny, choćby nie wiem jak Środa z Płatkową by kwestionowały tę oczywistość. No i rzecz jasna, jak taki facet przyjdzie i powie, że “czuje się” kobietą, to nie ma już odważnego, żeby poddać to jakiejkolwiek kontestacji. Czyli za jakieś dwa lata, sprytni faceci zdominują sport kobiecy (na razie akademicki) w Stanach. To już Państwo rozumiecie, dlaczego narasta napięcie wewnętrzne w środowisku LGBTQ i co tam jeszcze. Czyli jak słusznie głosił tow. Stalin, wraz z postępami socjalizmu narasta napięcie i walka klasowa. Czyż to nie piękny dowód na to, że chłop miał rację i wiedział co mówi.
 
 
Sądzę że warto odnotowywać, jak przebiegają działania związane z przebiegiem bolszewickiej rewolucji w USA. Warto aby wszyscy ci, którzy jeszcze bredzą o jakimś “pragmatyzmie” Demokratów, mogli na bieżąco weryfikować swoje – nie mające żadnych podstaw – nadzieje. Czynię to zresztą w poczuciu pewnego obowiązku, wiem bowiem że sukces pierwszej rewolucji bolszewickiej wynikał m.in. z tego, że wtedy też olbrzymie kręgi elit w różnych częściach świata żywiły nadzieję, że chociaż wprawdzie są ofiary, ale jest to uzasadnione koniecznością dokonania dziejowego postępu.
Do tego będę się starał jak długo można korzystać jeszcze z tej formy kontaktu, no bo przecież nie mam wątpliwości, że za chwilę ludzie Zuckerberga przeprowadzą szerszą akcję oczyszczenia tego medium, ze wszelkiej “mowy nienawiści”. Tak wygląda dzisiaj “liberalna demokracja”.
 
A zatem:
1. Początek rewolucji lingwistycznej w USA – “Amen” and a women – to już znamy. No i nowomowa zarządzona przez Pelosi – już nie ma ojca i matki, nie ma wujka czy cioci, babci czy dziadka. W Ameryce są tylko (a może jeszcze) rodzice, wstępni, zstępni, etc.
2. Notabene ciekawe jest, że część hierarchów kościelnych w USA ciągle aktywnie wspiera tę zapiekłą proaborcjonistkę, gendrystkę, udającą katoliczkę. Taki arcybiskup Waszyngtonu (uczyniony niedawno kardynałem), stawia ją np. jako wzór cnót … Takie postaci jak ten kardynał, pięknie sportretował już 150 lat temu nasz wieszcz Z. Krasiński.
3. W czołowym amerykańskim ośrodku naukowym zarządzono w piątek, iż od przyszłego tygodnia w każdy czwartek odbywać się będzie sesja (online) plenarna wszystkich pracowników naukowych, podczas której będą mogli wypowiedzieć wszystko, co “im leży na sercu”. Rzecz jasna w sposób wolny i swobodny. I tylko po to, by przełamywać różne tabu. I w ramach godzin pracy – a za udział w tej sesji, będą dostawać pieniądze jak za pracę. Znacie to z “Misia”?
Zaczyna się cyrk, bo przecież Demokraci wiedzą, że jedyne co mogą zrealizować ze swych wyborczych bredni, to amerykańska mutacja zapateryzmu. Nie będzie “wszystkiego za darmo dla wszystkich”, więc zrobimy igrzyska. A koledzy z Facebooka, Amazona, Gogle, YouTube, Apple czy Twittera, zadbają żeby żadna mowa nienawiści nie zniszczyła tego spaniałego pochodu postępu.

Udostępnij przez:

Polski prawnik, nauczyciel akademicki, adwokat, polityk, samorządowiec, doktor habilitowany nauk prawnych, profesor Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego.